W końcu przychodzi taki dzień, w którym czujesz, że coś się zmieniło. I owszem, myślałaś o tym milion razy. Że się coś zmieniło. Ale jednak to nie było to. Teraz jest inaczej. Nie wiesz jak, ale inaczej. Lepiej? Przeszłaś długą i ciernistą drogę. Zrozumiałaś wiele rzeczy. Wiele rzeczy w końcu do Ciebie doszło. W końcu zaczęłaś przełamywać swoje nieświadomie powielane toksyczne schematy. Już teraz jesteś tego świadoma. W końcu rozładowałaś emocje "oszukując" swój mózg rozładowując Mało znaczącą stresującą sytuację z trudnego dnia. Bo rozładować emocje świadomie nie mogłaś. Bo to było zbyt trudne, żeby o nich myśleć.
Co jest inaczej?
Kilka miesięcy temu myślałaś, że wychodzisz na prostą, a tu kolejny cios i cierpienie.
upadek.
A później znowu. I znowu.
Same upadki. Nic się nie zmienia. A przecież powinno.
Narodziny na nowo nie są przyjemne. Człowiek rodzi się w ogromnym bólu i poświęceniu.
Ale później jest dobrze. I ciepło.
I bezpiecznie.
Myślałaś, że te wszystkie upadki i poświęcenie nic nie dają. Że znowu Twoja walka idzie na marne.
Ale coś zyskujesz. Samoświadomość. I doświadczenie. Bowiem porażki to informacje zwrotne, nauka. A to bardzo cenne. Nikt Ci tego nie odbierze.
Nadal nie wiesz, co się zmieniło.
Wolisz, żeby zmiany następowały nie do końca świadomie, by nie czuć zawodu. A jeśli choć trochę będzie lepiej, to będzie dobrze.
Żyjesz dniem codziennym. Nie planujesz na tydzień, miesiąc, pół roku, rok wprzód. Twój cel to dzień codzienny. Obierasz sobie małe cele. Jak najmniejsze. I systematycznie je realizujesz. Nawet jeśli teraz Ci się to nie udaje.
Po tylu latach w końcu wykonałaś swoje ukochane zajęcie. To, co było najtrudniejsze na świecie. A jednocześnie najbardziej na świecie pożądane. Utęsknione. Bo to kawałek Ciebie, który gdzieś uciekł i się schował. Za którym tak bardzo tęskniłaś. Powolutku składasz się w całość. Małymi kawałkami. dzień do dniu. Miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Nawet kropla wody wydrąży skałę.
Nie siłą lecz ciągłym padaniem.
Nie gonisz już za nowymi znajomościami, by ktoś Cię docenił, zrozumiał, zaopiekował się... Byś nie była samotna. Już to przerobiłaś. Nie potrzebujesz tego. Bo nie jesteś samotna. Nie jesteś odrzucona. Zajmujesz się sobą. I przebywasz sama ze sobą. Tak jak lubisz i potrzebujesz. Jesteś sobą i zajmujesz się swoimi ulubionymi rzeczami, zajęciami. Masz cel. Mały, krótkodystansowy, ale cel. Dążysz do tego, żeby nie zostawiać na noc naczyń w zlewie. Bo jak wstajesz rano, to wtedy czujesz spokój i zadowolenie. Odprężenie. "Zmuszasz" się do tego, by zacząć realizować swoje pasje. Bo to Cię odpręża i daje radość. Ponadto się rozwijasz tak jak lubisz i potrzebujesz.
Co się zmieniło?
W końcu powiedziałaś Veto.
Nie godzisz się, żeby ktokolwiek przekraczał Twoje granice. Najpierw musiałaś się dowiedzieć, gdzie są te Twoje granice. Skupiasz się na tym, na co możesz komuś pozwolić, a na co nie. Co w związku z tym czujesz i co czujesz, kiedy te granice są przekraczane. Bo to istotne. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś przekracza nasze granice.
Potrzebowałaś się dowiedzieć jaka jesteś, co lubisz, a czego nie. Bo żyłaś jak w jakimś filmie. Za szybą. Bo to, co się dzieje, to nie dzieje się naprawdę. Traciłaś siebie. Dawałaś zbyt dużo innym, którzy z łatwością to wykorzystywali. Wykorzystywali to bez skrupułów i z pełną premedytacją. A Ty nie miałaś prawa niczego żądać. Nie miałaś prawa być sobą, ani posiadać jakichkolwiek potrzeb. Ale to już było. Tego już nie ma. Teraz już jesteś w innym miejscu. Jesteś już innym człowiekiem. Masz doświadczenie i wiedzę jak o siebie zadbać. Coraz więcej zasobów, by móc sobie pomóc. By móc się chronić.
Zawsze chciałaś chronić innych, swoich bliskich, kogoś kogo lubisz, czując, że jest bardziej delikatny i skrzywdzony.
Swoim kosztem.
Resztkami energii, których nie starcza na normalne, spokojne i bezpieczne życie. Twoje życie.
Muszę się chronić.
Myśl wyszła sama z głowy rozbrzmiewając niczym wielki dzwon.
Jak wylany kubeł zimnej wody.
Że co?
Muszę się chronić.
Nie innych.
Siebie.
Samą siebie.
Muszę chronić samą siebie.
By komuś coś dać, musisz coś mieć.
Z pustego to i Samolon nie naleje.
To czemu chcesz dawać coś, czego nie masz?
Czemu chcesz dawać coś, czego Tobie brakuje?
Dawanie dobra innym jest bardzo ważne. Pod warunkiem, że pomagając innym, szanujesz swoje własne granice. Wtedy rośniesz. Wtedy wzrastasz i mnożysz dobro i radość.
Kiedy się poświęcasz i przekraczasz sama swoje granice, Energii nie zostaje już nawet na wstanie z łóżka. Energii zabraknie na zmycie naczyń. A czyste naczynia mieć musisz.
Słyszysz od kogoś: "To widać, że wzrastasz"
"Co? wcale nie wzrastam! Przecież ciągle upadam..."
"Wzrastanie to długi proces polegający na ciągłym upadaniu i wstawaniu"
Nie wierzysz w to i masz mieszane uczucia.
Ale i tak coś się zmieniło.
Tylko nie wiesz co.
Komentarze
Prześlij komentarz